I znów każdy dopytuje, jak mi się mieszka na wsi. I jak mi smakuje poranna kawa na tarasie. Kawy na tarasie nie piję z dwóch powodów: po pierwsze nie mam tarasu, po drugie nie mam czasu.

tn_coffee-842020_960_720

Na wsi nie da się w łóżku leniwie poprzeciągać, zwłaszcza latem. Jest tyle do zrobienia! Jak wstanę o 9 to wiem, że wieczorem zabraknie mi dwóch godzin, żeby się ze wszystkim „obrobić”.

atn_20160806_133131Sobotę zaczynam (zwykle) od robienia prania. Upiorna ta czynność przestała być aż tak upiorna odkąd kupiłam suszarkę do ubrań. Teraz z największym praniem jestem w stanie uporać się w ciągu jednego dnia. Prań jest pięć, a nawet sześć, ale co wyjmuję z pralki przerzucam do suszarki i po godzinie czy dwóch wyjmuję piękne, pachnące, niepogniecione i od razu wkładam do szafy. Cudo! Dość wywieszania prania na dworze i biegania z nim po z powrotem do domu, bo oto zaczęło kropić, albo wiatr suszarkę przewrócił, albo pies porwał skarpetkę. Albo ciągle pada i w domu pranie nie chce schnąć, a po dwóch dniach czuję brzydką woń.

Suszarka jest super i cały dzień w duecie z pralką sobie chodzą, więc są tłem dla wszystkiego innego, co robię w weekend w domu na wsi.
Krzątam się po domu. Podlewam i pielęgnuję kwiaty, zarówno te na dworze, jak i w domu. Potem wychodzę z psami (jeśli ktoś czytał wcześniejsze wpisy, to wie, że mam dwa wielkie bydlaki), po drodze zbierając zielsko (zioło) o nazwie wrotycz, który rośnie na mojej wsi pasjami. Ponoć, wyczytałam, ma odstraszać muchy, więc chcę przetestować, czy to prawda.

tn_20160809_080509Poza tym uwielbiam zbierać zioła. Na strychu mam już w wielkich lnianych workach: własną pokrzywę, którą zbierałam cały kwiecień w ekologicznym lasku niedaleko domu, tymianek, majeranek, oregano, czyli po polsku lebiodkę i coś tam jeszcze, już nawet nie pamiętam co. Zaraz będę zbierać skrzyp.

Po powrocie nastawiam psom żarcie. I już jest 11. Mąż wzięty z centrum wielkiego miasta, z bloku, okazał się ognistym farmerem, więc co chwila donosi mi płody ziemi ze swojego ekoogródka.

atn_20160807_095035Na cukinię już wszyscy patrzeć nie możemy (robię z niej nieustająco leczo, zupy-kremy z oregano i placki w trzech wersjach); ogórki na okrągło kiszę lub robię w sosie musztardowo-miodowym, ewentualnie wykorzystuję do sałatki z kus-kus; z bazylii mąż robi rewelacyjne pesto, które jest naszym specialite de la maison; a dzisiaj dodatkowo przyniósł mi tonę pomidorów, które leżą i czekają na przerobienie.

tn_20160809_080334Te malutkie, koktajlowe, okazały się wielkim hitem, a sałatka z nich jest rewelacyjna. Mamy też własną cebulę, czosnek, słoneczniki, bób, zieleninę i wszystkie zioła. U rodziców na działce obok mam natomiast fasolę w kilku wersjach, borówki, maliny, jeżyny, czarne porzeczki, śliwki, morele, brzoskwinie, morwę, orzech, itd.; rośnie też winogrono i mnóstwo innych fantastycznych warzyw i owoców, których smak jest nieporównywalny do tych z marketów. Jak to kawałek właściwie uprawianej ziemi potrafi wyżywić, nie do wiary!

Na sobotni obiad robię zupę z cukinii, placki z cukinii, smażone rybki złowione przez mojego brata w jednej z najczystszych rzek w Polsce; do tego jakieś sałatki. Jest 13.

Jutro rodzice robią grilla, więc obiecałam zrobić im dwie sałatki i dwa ciasta. Upiekłam piernik, potem ciasto drożdżowe ze śliwkami, twarożkiem, imbirem i rozmarynem.

chocolate-cake-1552983_960_720Potem zrobiłam jeszcze uwielbiany przez moje nastolatki sernik na zimno z serkami homo oraz malinami i borówkami. Sałatki zrobię jutro, przed samym grillem, żeby były świeżutkie. Jest 16 i muszę położyć się na godzinę, bo tak mam i już.

red-currant-1508506_960_720O 17 jadę na zakupy do miasta, wracam o 19, daję psom jeść (na spacer wychodzi z nimi mąż) i zabieram się za nalewki.

tn_20160821_093249tn_20160817_083320_1

 

 

Kocham robić nalewki. Co roku je robię. W tym mam już truskawkową z miętą (wszystko z własnego ogródka), malinówkę (też), czosnkówkę i dwie różnego rodzaju wiśniówki. Dzisiaj zrobiłam natomiast likier z cukierków-kukułek, będzie na babskie wieczory lub na prezencik dla koleżanek.

Czeka mnie jeszcze jeżynówka, orzechówka i pigwówka. Jest po 20, a ja muszę jeszcze sprzątnąć, co przy 180 mkw. nie jest takie proste. Odkurzam tylko, jutro pomyję łazienki i zmyję chałupę na mokro, co i tak jest próżną robotą przy psach i ludziach ciągle kręcących się między domem, a podwórzem. Jak to na wsi. Jest 21.30, dzwonię do koleżanki na plotting. Po 22 oglądam TV, ale oczywiście mam wrażenie, że mnóstwa rzeczy nie zrobiłam.

tn_20160821_120601Powinnam popisać, ale o tej porze nie bardzo mi się chce. Cały czas mam w planach napisać posty o: Orianie Fallaci i zalewie islamu; kilku fajnych wydarzeniach artystycznych, które „zaliczyłam” i kilku fajnych książkach, które przeczytałam i chciałabym polecić ich lekturę innym oraz o matkach, które nie pozwalają spotykać się swoim dzieciom z ich ojcami.

tn_coffee-1159011_960_720Jeszcze a propos kawy.

Raz czy drugi zrobiłam ją z rana w sobotę dla siebie i męża. Starałam się ją celebrować: piłam powoli i majestatycznie przeglądając ostatni numer ekskluzywnego pisma dla kobiet (tak naprawdę cały czas myślałam, żeby wreszcie wyjąć pranie z suszarki, bo inteligentny sprzęt od dłuższego czasu sygnalizował, że skończył swoją pracę), gdy tymczasem mój mąż wpadł ze swojej działki z cukiniami pod pachą, złapał kawę, wypił ją jednym haustem i nawet na mnie nie spoglądając znowu pobiegł do ogródka. I to była moja „kawa na tarasie”…