Jestem na Alasce, wokół lśniący śnieg, po kolana, taki jeszcze z dzieciństwa. Koło drewnianej chaty młody drwal rąbie drzewo. Chwilę patrzę, ale oto przebiega koło mnie czarny pies, spoglądam za nim. Podbiega do innego mężczyzny, wokół biegają husky. Oglądam się za siebie, śnieg, jakieś drzewa. Przystojniak dalej rąbie, ale ja wyruszam już psim zaprzęgiem na przejażdżkę! Siedzę albo stoję, nie wiem, na saniach, takich ze skórami, przede mną kilka psów, obok biegają inne. Piękne widoki, wokół błyszczący śnieg, pędzimy przez jakieś dzikie miejsca, czuję jak adrenalina rozsadza mi głowę. Najwyższy czas zdjąć gogle.

EXPO - 11TH DIMENSIONSC_0465 EXPO - HTC EXPO - INSPIRIA EXPO - SENFINO EXPO - VR VISIO EXPO -CO JEST GRANE PANEL NIERUCHOMOSCI PIOTR_BACZYNSKI RICOH - THIJS EKELSCHOT THIJS EKELSCHOT

Albo kliknąć na inny matriks. Kręci mi się w głowie, gdy spoglądam z drugiego piętra w dół, więc przewrotnie wybieram ekstremalne doznania. Może mi się uda oszukać mózg i wreszcie poszybuję jak ptak stojąc po prostu na podłodze Centrum Nauki Kopernik w Warszawie.

Na razie wybieram roller cloaster, ale rezygnuję z jazdy równie szybko jak ze skoku na bungee (Boże, kto przy zdrowych zmysłach to w ogóle robi!) i przejścia nad wąwozem. Tylko ja i lina, wystarczy jednak spojrzenie w dół, by lęk wysokości kazał znów kliknąć. Zostaję więc bobsleistką, ale wyścigi z prędkością ponad 100 km/h na torze saneczkowym dla kobiety w moim wieku to też lekka przesada.

Kraty. Jestem w amerykańskim więzieniu – wiem, że to amerykańskie, bo film jest Discovery. Poza tym są Murzyni o gabarytach Johna Coffeya z „Zielonej Mili”. Stoję z nimi twarzą w twarz, raz jestem kamerą przy suficie, raz robalem obok buta więźnia, już białego, który, widzę to wyraźnie, wyjął jakąś szpilkę i chce otworzyć kajdanki. Chwilę patrzę, jak się z nimi mocuje, ale za dużo tu testosteronu. Znów klikam.

Płynę więc gondolą w Wenecji, zwiedzam Walię i karmię gołębie na placu świętego Piotra. Ta formuła mi odpowiada. Już wiem, że na emeryturze usiądę na własnej „kanapie szczęścia”, założę gogle, które będą równie powszechne jak teraz komórki i wybiorę z półki kawałek świata, który chcę zobaczyć. Bez biur podróży, rezerwacji w hotelach, czekania na lotnisku, przelotu, zmęczenia. Za darmo. Bezpiecznie. To się dzieje.

Potem jadę rowerem mostem świętokrzyskim, a potem surfuję na desce na oceanie na Hawajach. Polska technologia nieco gorsza, więc i doznania już nie te, w sam raz dla mnie. Jest podniebna huśtawka, z której można oglądać Warszawę z lotu ptaka. Potem stoję na wieży, z której widzę stolicę w XI wieku. Bagna i lasy. Przenoszę się w kolejne stulecia, znów polska technologia, więc do doskonałości daleko, ale chłopaki się starają. Kończy się na ’44, same zgliszcza.

Oglądam pierwszy polski serial w technologii 360 st. Para nie do pary z Magdaleną Różdżką i Paweł Małaszyńskim. Odcinek dzieje się w barze, siedzę jakby na ladzie i oglądam, co się dzieje wokół mnie. Patrzę na kieliszki, browary, dokładnie widzę tablice, szyldy, każdą naklejkę na drzwiach. Nawet jakby Małaszyński rzucił chusteczkę na podłogę, to też bym ją widziała. Treść dla gimbazy, ale gdyby to był na przykład „Wołyń”, uu, można umrzeć.

Ale to wszystko zabawa, rozrywka, czasem pouczająca i ekscytująca, bo przecież pewnych rzeczy człowiek nigdy nie miał, czy nie będzie miał okazji w życiu zrobić, a czasem jak Tilt Brush, nie wiadomo, czemu służąca. WR czyli virtual reality, wirtualna rzeczywistość, staje się rzeczywistością. Na razie jesteśmy pewnie na etapie pierwszych Atari, ale dobrze pamiętamy, jak wyglądały nasze pierwsze komórki, a jak wyglądają obecnie. Ile to lat zaledwie minęło?

Zaletę VR wykorzystują już np. deweloperzy. W ziemi jeszcze dziura, ale oni już tworzą wirtualne bloki, które za chwilę wybudują, mieszkania, które ich klienci mogą już oglądać. Wyjść na balkon na przykład i zobaczyć, jaki jest widok z okna. Albo czy z pokoju do kuchni nie jest jednak za daleko. – Zastosowanie VR to przede wszystkim skrócony czas transakcji – mówi Andżelika Sokół, rzecznik prasowy HomeBroker. -Na razie działamy w ten sposób tylko na rynku wtórnym i tylko w Warszawie i Trójmieście, ale to dopiero początek.

Zakładam gogle i klikam w interesujące mnie okienko. Jestem w jakimś wypasionym domu na sprzedaż pod Warszawą. Oglądam ogród, wchodzę do pomieszczeń. Jestem na górze i na dole. Potem mieszkanie w centrum stolicy. Stoję w kuchni, oglądam wyposażenie, przechodzę do innych pokoi. Potem znów klikam.

Jak się robi taki wirtualny spacer? Można wynająć fotografa sferycznego z Google, można kupić własną kamerkę sferyczną wielkości pilota do TV, koszt około 1.300 zł dobrej marki, można wreszcie ściągnąć aplikację na własnego smartfona. I działać.

Być kimś innym, lepszym, mądrzejszym i ładniejszym; a może po prostu być kimś – to marzenie wielu. Film „Awatar” to odpowiedź na te marzenia. VR to wielka nadzieja dla osób niepełnosprawnych, o zaniżonej samoocenie, walczących z fobiami. 

W wymyślaniu sytuacji ogranicza nas tylko fantazja. Wszystko, co wymyślisz, będzie za chwilę na dotknięcie ręki.

Na VR można też zarobić. Opowiadali o tym kolejni prelegenci, m. in.: Adam Stachowski, producent wideo 360 st. i filmowiec, Marcin Wiśniewski, dyrektor w firmie i3D, będącej prekursorem technologii VR, i który VR stosuje w szkoleniach dla profesjonalistów Andrzej Horoch, prezes Grupy Workroom, który opracowywał strategię komunikacji oraz kreację reklamową dla największych deweloperów, Piotr Łój, producent filmów sferycznych wideo 360 st., organizator weekendów kreatywnych DigUp StartUp wspierających innowatorów, założyciel m. in. Fundacji Virtual Dream, Barbara Berkan, współzałożycielka Mimo VR, pierwszej na rynku polskim wyspecjalizowanej w tworzeniu treści i wdrażaniu technologii VR oraz wideo 360 st.

Jakub Ruszała założył firmę 11th Dimension, to chyba do obejrzenia jego „wirtualnego doświadczenia”, jak to nazywa, ustawiały się najdłuższe kolejki. Eksploracja obrazów Zdzisława Beksińskiego – czyż można zrobić sobie lepszą promocję?

- Pomysł zrodził się z fascynacji grami komputerowymi oraz samym Beksińskim – mówi Jakub Ruszała. – Pojechałem do Sanoka, gdzie mieści się Galeria Zdzisława Beksińskiego i zapytałem, czy są zainteresowani promocją artysty. Powiedziałem, co chciałbym zrobić. Początkowo byli lekko nieufni, ale ostatecznie się przekonali. Uzyskałem ich zgodę i mogłem zająć się „wirtualnym doświadczeniem”.

Czy ktoś był we wnętrzu obrazu, który tylko wisząc na ścianie i tak robi niesamowite wrażenie? Pan Jakub tak opracował spacer, że z drżeniem serca przechodzimy do kolejnych pomieszczeń. Gdy wchodzimy do pokoju, gdzie nad kołyską pochyla się Śmierć bez twarzy, bo w zarzuconej na głowę chustce, a wokół latają wrony, drżenie ciała trudno opanować. Powoli powoli zbliżamy się do alegorii, by równie powoli zajrzeć do wnętrza kołyski – ale tam tylko czeluść bezdenna, którą przechodzimy do kolejnego obrazu artysty. Beksiński byłby zachwycony. 

Ja VR też jestem zachwycona.