hyggesockscreditshutterstockBardzo spodobały mi się życzenia, które rok temu złożyła mi koleżanka: życzę ci świętego spokoju. Powiedziała to w ten sposób, że zrozumiałam, iż sama o nim marzy. Ubawiła mnie też rozmówka, którą ktoś wrzucił na FB: Dostałeś coś pod choinkę? Tak, pierdolca. A potem poczytałam o skandynawskim hygge i zamarzyłam, że w swoim własnym domu będę je uskuteczniać, bo jestem po prostu zmęczona.

W tym celu zakupiłam sobie kocyk. Całą resztę akcesoriów czyniących dobrze: kubek w sweterku, grube skarpety, dobrą książkę oraz kominek już posiadałam. Wszystko czekało. Wystarczyło tylko znaleźć chwilę, rozsiąść się wygodnie na kanapie szczęścia, nalać sobie do kubka w sweterku dobry poncz, by spoglądając od czasu do czasu w migające ognie kominka pogrążyć się w lekturze. Po trzech próbach podejścia do hygge odpuściłam.

Powodem było wszystko: wełna z kubka skrzypiała mi w ręku, że aż zęby bolały, stopom w skarpetach skierowanych w stronę kominka było zdecydowanie za gorąco, kocyk był sztuczny i strzelając ustawiał moje włosy na baczność, a książka nie przeniosła mnie w krainę szczęścia, bo czytałam o przesiedleniach na Kresach Wschodnich w czasie drugiej wojny światowej.

W dodatku dom żył swoim życiem i co chwila słyszałam: Mamo! (syn) Mamo! (córka) Matka! (to mąż), hau (pies), telefon (mama z newsami o pani Krysi). Rodzina uświadamiała mi, że wiele rzeczy leży odłogiem i fakt, że w ciągu dnia uprawiam hygge czyli totalne lenistwo jest nie na miejscu. Generalnie było o kant potłuc, więc rzuciłam wszystko w kąt i znów stanęłam w jedynym słusznym dla kobiety miejscu, czyli za kuchnią. Wtedy wszystko wróciło do normy.

hygge04lf01Ja w sumie też poczułam się lepiej, bo przestałam mieć wyrzuty sumienia. Myślę, że Matki-Polki zrozumieją, o czym piszę.

Życzę wszystkim na święta, sobie też – z góry wiedząc, że to nie nierealne, bo odpoczynek to sztuka, której nie posiadłam i łaska, której nie dostąpiłam – świętego spokoju w pozycji hygge. Chociaż przez 5 minut.

Wszystkiego dobrego!