child-1835730_960_720

Matki, które nie pozwalają się widzieć dzieciom z ich własnym ojcem, powinny smażyć się w piekle.

Chodzi o te rozwiedzione, będące w separacji oraz te popier…, bo inaczej nie da się je nazwać.

Rozmawiam z różnymi ojcami, których eks wydała zakaz kontaktu z dzieckiem czy dziećmi. Będąc w podobnej sytuacji czułyby się tak samo źle, jak ci ojcowie, ale ponieważ są to małpy, odczuwają z tego tytułu jedynie satysfakcję. - Cierp ty gnido… Moje dziecko jest tylko moje i kocha mnie bardziej niż ciebie – myślą. – A jeśli tak nie jest, to zrobię wszystko, by tak było!…

Byli ojcowie są tymi najgorszymi. Gorsi są chyba tylko bezdomni z Dworca Centralnego. Małpy będą całymi dniami sączyć dzieciom do ucha, że tak właśnie jest, aż w końcu dzieci uwierzą. Małe dzieci wierzą swoim matkom. I swoim babciom, mamom swoich mam. Powoli same stają się małpami.

Jarek ma dwoje dzieci, ale już do nich nie jeździ. Jest niemile widziany. Początkowo tylko przez eks i jej mamę (te mieszkają razem), ale po kilki latach systematycznych odwiedzin wyczuł, że dzieci już za nim nie tęsknią. 10-letnia córka zaczęła pisać do niego sms-y tylko wtedy, gdy potrzebowała doładować telefon albo kupić nowy. Gdy on pytał, co słychać – milczała.

Płakał kilka tygodni z bezsilności. Ale jaki można mieć kontakt z dzieckiem, gdy eks pozwala się z nim widzieć raz na miesiąc, w pokoju obok?

Dzień wcześniej musiał przesłać sms-a, że jedzie. Gdy raz tego nie zrobił, zastał zamknięte na głucho drzwi. Spóźniać się też nie mógł, z miejscowości oddalonej o godzinę drogi, musiał być równo o godzinie 8.30. A potem siedział w aucie pod blokiem do czasu, eks napisze: możesz wejść, dzieci wstały. Zaciskał zęby i szedł.

Eks nie pozwalała na zabranie dzieci na spacer, nawet na plac zabaw pod blokiem. W największe upały wszyscy smażyli się na czwartym piętrze w bloku. -Od godziny 9 zabawa do 15 cały czas na kolanach: samochodziki, koparki, samochodziki, koparki, samochodziki, koparki, aż się małemu nudzi – mówi. -  piłkę grać nie można, bo babci przeszkadza, na spacer wyjść nie można, bo mama zabrania. Dwa tygodnie wcześniej z synkiem bawimy się, że piszczy już następnym razem słyszęTata, tak się nie bawimy, mama nie pozwala”. Tak było z każdą zabawą.

Jarek nie mógł liczyć na herbatę, nie mówiąc o obiedzie. Gdy RODZINA: mama, jej mama oraz dzieci zasiadały do stołu, on schodził do Biedronki kupić wodę i jakieś parówki. Gdy synek kładł się spać o 15, musiał jechać, choć córka jeszcze chciała z nim pobyć. Gdy był jeszcze czas, że płakała za odjeżdżającym ojcem, matka, trzaskając drzwiami za wychodzącym Jarkiem, skutecznie jej te łzy wybijała z głowy.

Z przedszkola i szkoły dzieci może odebrać tylko mama i babcia, taka informacja poszła do dyrekcji. Ojciec, gdyby nawet się pojawił, absolutnie nie może, w takiej sytuacji trzeba wezwać policję.

Raz eks pozwoliła mu wziąć małą do McDonald’s przecznicę dalej. Zapowiedziała, że jak tylko powie małej cokolwiek na nią, matkę, to nie pozwoli mu nigdy więcej zobaczyć się z dziećmi. Nawet nie miał takiego zamiaru. Rozmawiali o niczym, cały czas baczył na każde wypowiedziane słowo, a jednak i tak zabroniła.

Na komunię małej pojechał, ale stał w rogu kościoła – w końcu miejsce publiczne – i patrzył z daleka. Na komunijnym obiedzie była RODZINA: mama, babcia i braciszek. Dla taty, drugich dziadków, a także chrzestnych zabrakło miejsca.

Co miesiąc płaci alimenty. Jak bankomat.

Eks, w swojej zawiści, nawet nie wie, co odbiera dzieciom.

Nie znają rodziny Jarka, i nawet nie będą miały ochoty nigdy jej poznać. Nie pojadą z ojcem na wycieczkę rowerową, na wspólną wyprawę na ryby, na lodowisko i sanki; Jarek nie pomoże im w zadaniach szkolnych i nie będzie na ich studniówce. Swoim dzieciom jawi się jak coraz bardziej mglista postać, która wkrótce w ogóle zniknie w mrokach pamięci.

Od eks dostaje tylko sms-y: trzeba kupić aparat ortodontyczny małej, wykupić ponadobowiązkowe szczepionki, jadą na wakacje i muszą mieć dodatkowe pieniądze. – Jeśli nie dasz, idę do sądu – usłyszał, gdy raz się postawił.

Myślał o sądzie. Jego kolega wygrał podobną sprawę. – Podjeżdżał do domu, a eks darła się, że nie da dzieciaka – mówi Jarek. – Raz wezwał policję, ale syn wyrywał mu się z objęć, ryczał, krzyczał, w końcu kolega odpuścił. Ja bym chciał, żeby moja córka i mój synek sami do mnie przyszli, z radością, że idą do taty, a nie z musu, bo policja tak im każe. Wiem, że to nigdy nie nastąpi, a przepaść między nami tylko się pogłębia.

kamieniec ojciecJarek, normalny facet, jest strzępkiem człowieka. Cierpi na bezsenność i depresję. Cały czas myśli tylko o swoich dzieciach, które już nie są jego. Którym sprano mózgi, i którym wmówiono, że do szczęścia wystarcza im tylko mama z babcią. To, co mają dorośli do siebie, nie powinno mieć wpływu na relację z ich dziećmi. Dotyczy to obu rodziców.

Uważam, że takie matki powinny smażyć się w piekle, bo na ziemi nie doświadczą nigdy tych stanów, które fundują ojcom swoich dzieci.