Marcin Zieliński z mojej parafii uzdrawia ludzi mocą Ducha Świętego. Niewidomi odzyskują wzrok, niemi słyszą, a chromi schodzą z wózków inwalidzkich. Opis charyzmatu Marcina można znaleźć w Internecie, posłuchać relacji osób, które dzięki jego modlitwie zostały uzdrowione. Chłopak ma jakieś 25 lat i duchowe doświadczenia, które opisał w swojej książce „Rozpal wiarę, a będą działy się cuda”. Cuda, które sam sprowokował.

maercinMarcin zaimponował mi. Miał chyba z 16 lat, kiedy po nocy spędzonej na czuwaniu w kościele, w wigilię Zesłania Ducha Świętego, poczuł, że już nic nie będzie takie samo, jak wcześniej. Zaczął zgłębiać Słowo Boże.

Pisze tak: „A od czasów Jana Chrzciciela aż dotąd królestwo niebieskie doznaje gwałtu i ludzie gwałtowni zdobywają je” Mt 11,12. – ten fragment Pisma Świętego był w moim życiu kluczowy, by wejść w posługę uzdrowienia. Moment mojego nawrócenia z religijności do wiary rozbudził we mnie pragnienia, których nigdy wcześniej nie miałem. Zacząłem pragnąć widzieć królestwo Boże przejawiające się na ziemi przez moje ręce. Widziałem moc Bożą na kartach Ewangelii. Słyszałem świadectwa księdza na spotkaniach biblijnych. Dlaczego nie miałbym widzieć tego w moim własnym życiu? Co możesz zrobić, kiedy nikt nie zaprasza cię na posługi, nikt nie chce, byś się nad nim modlił, nikt nie dzwoni, nie pisze? Musisz wziąć sprawy w swoje ręce i zacząć walczyć o obietnice, które Bóg zostawił nam w Biblii. Czytałem słowa Jezusa, które obiecywały, że KAŻDEMU, kto uwierzy, te znaki towarzyszyć będą! W przypisach nie znalazłem komentarza „Każdemu oprócz Marcina Zielińskiego”. Każdemu! Więc i mnie! W ten sposób zaczęła się moja desperacka pogoń za uzdrowieniem”.

Marcin modlił się o uzdrowienia przez moc Ducha Świętego przez kolejnych kilka…lat, ale nie widział żadnych rezultatów. Ja pewnie zwątpiłabym w „swój charyzmat” po trzeciej próbie uzdrowienia. Jego też zniechęcano, podśmiewano się. Marcin nie zwątpił, gdy Jezus go „testował”.

Pisze dalej: „I tak minęło kilka lat posuchy, setki omodlonych osób, tysiące sytuacji, w których przełamywałem swój komfort, podejmowałem ryzyko wiary podchodząc do nieznajomych i narażając się na ośmieszenie. Pamiętam wiele nocy, kiedy wołałem do Boga ze łzami w oczach: „Gdzie są Twoje obietnice, gdzie one są w moim życiu?!”. Aż w końcu przyszedł moment, kiedy powiedziałem Bogu: „Niezależnie od tego, czy będę widział uzdrowienia czy nie – i tak będę to robił. Tak mówi Twoje słowo, więc nie obchodzi mnie, co widzą moje oczy, będę kładł ręce na chorych i w końcu zobaczę”. Na owoce tej modlitwy nie musiałem długo czekać”.

Marcin posługuje w grupie uwielbienia Głos Pana, jeździ zapraszany na spotkania z modlitwą o uzdrowienie po całej Polsce i świecie. Moja córka chodzi na spotkania grupy w każdy wtorek i mówi – ja jeszcze nie dotarłam, ale oczywiście zamierzam – że uzdrowienia są częste, a omdlenia ludzi trąconych skrzydłem Ducha Świętego to standard. – Mamo – mówi – ci ludzie nie padają wprost na posadzkę, ale osuwają się, a ich głowa jest jakby przez kogoś niewidzialnego podtrzymywana. Marcin nam mówi, że to sam anioł dba o to, by sobie nic nie zrobili…

Bywa, że pod kościół zajeżdża i kilkaset aut; ostatnio Marcin uzdrowił górala z Zakopanego, który przyjechał specjalnie na spotkanie do mojego miasta. Mężczyzna nie chodził, od 4 lat był na morfinie. 

dolindoW moje ręce wpadła też książeczka pt. „Jezu, Ty się tym zajmij”. Nie słyszałam wcześniej o ks. Dolindo Ruotolo, który zmarł 47 lat temu. Żył w Neapolu, o nim samym też można poczytać w Internecie, trwa jego proces beatyfikacyjny.

Jezus podyktował mu „Akt zawierzenia”, o którym miał powiedzieć, że „Nie ma skuteczniejszej nowenny niż ta”.

Czytam ten akt i przyznam, że jestem w szoku: tak naprawdę żadna modlitwa nie jest potrzebna! To powrót do pięknego fragmentu z Księgi Przypowieści 3:5-7 „Zaufaj Panu z całego serca i nie polegaj na własnym rozumie. Pamiętaj o Nim na wszystkich swoich drogach, a On prostować Będzie twoje ścieżki”.

Jezus mówi księdzu Dolindo tak (przytoczę kilka zdań, bo cały „Akt zawierzenia” jest bardzo długi, ale naprawdę warto go przeczytać): „Dlaczego wpadacie w zamęt niepokojąc się? Pozostawcie mnie troskę o wasze sprawy, a wszystko się uspokoi. Powiadam wam, że naprawdę każdy akt prawdziwego, ślepego, całkowitego zawierzenia się Mnie sprawia to, czego pragniecie i rozwiązuje najtrudniejsze sytuacje. Zawierzenie Mnie nie polega na podejmowaniu usilnych starań, wzburzeniu i rozpaczaniu, a następnie kierowaniu do mnie gwałtownej modlitwy, abym podążył za wami i przemieniał ten niepokój w modlitwę. Zawierzenie oznacza zamknięcie oczu duszy, odwrócenie myśli od zmartwienia i zdanie się na mnie, abym to ja sam działał, słysząc, jak mi mówicie: Ty się tym zajmij. (…) Jeśli mówicie Mi naprawdę: bądź wola Twoja, co oznacza to samo, co Ty się tym zajmij, działam z całą wszechmocą i rozwiązuję najtrudniejsze sytuacje. Oto widzisz, że dolegliwość przybiera na sile zamiast słabnąć? Nie niepokój się, zamknij oczy i powiedz z ufnością: bądź wola Twoja, Ty się tym zajmij. Powiadam ci, że zajmę się tym i zadziałam jak lekarz, a nawet uczynię cud, jeśli będzie trzeba (…)”.

o.macricnKsiążeczkę „Jezu, Ty się tym zajmij” podsunął mi o. Marcin Ciechanowski, egzorcysta, którego miałam okazję poznać podczas Jasnogórskich Dni Skupienia. On je prowadził, a na spotkania „zaciągnęli” mnie moi przyjaciele ze studiów. Było fajnie, bo ojciec to mądry kapłan.

Ale najważniejsze, że podczas tych ostatnich tygodni, właśnie dzięki Marcinowi, księdzu Dolindo oraz o. Marcinowi z Jasnej Góry, zrozumiałam, że: wiara i religia to dwie różne sprawy, że Jezus jest ciągle Ten sam, co dwa tysiące lat temu i że można go nie spotkać, nawet będąc codziennie w kościele, a dwa razy dziennie się modląc.

I chyba najtrudniejsze, bo wciąż wydaje mi się to fascynująco niesamowite, że w duchowej rzeczywistości znajdujemy się na równi z Jezusem, gdyż poprzez Jego mękę, śmierć i zmartwychwstanie otrzymaliśmy Jego autorytet. Na nic nie musimy już pracować, bo Jezus zrobił to za nas. Musimy tylko przyjąć to, kim się staliśmy.

„To objawienie zrewolucjonizowało moją modlitwę o uzdrowienie – pisze Marcin Zieliński w swojej książce. – Zamiast błagać i prosić, zacząłem deklarować, ogłaszać i zwracać się do chorób w autorytecie Jezusa. (…) On zostawił nam swój autorytet, abyśmy z niego korzystali. Po co ci milion dolarów w banku, skoro z nich nie korzystasz? Po co ci Jego autorytet, skoro nie będziesz go używał?”

Po co o tym wszystkim piszę? Bo coraz bardziej przekonuję się, że życie duchowe jest o wiele bardziej fascynujące niż to zwykłe, w realu. O wiele bardziej.