- Dziennikarstwo zeszło na psy – słyszę często i równie często się z tym określeniem zgadzam (choć honoru psów, jako posiadaczka trzech czworonogów, będę bronić). Jak wiemy, dziennikarstwo ma różne oblicza, między innymi: telewizyjne, radiowe, prasowe i internetowe. Najgroźniejsze zawsze jest to pierwsze, najbardziej zagrożone to trzecie, najniższy poziom reprezentuje to ostatnie.

dziennka

Dawniej dziennikarstwo było prostsze: notes, długopis, aparat fotograficzny. I własna głowa. Biegało się po przysłowiowych polach, do ludzi na wsiach i małych miasteczkach, na tak zwaną pierwszą linię frontu; wyszukiwało ciekawe, ale i pouczające historie, które innym dawały do myślenia i były formą profilaktyki; siedziało po nocach, byleby zdążyć napisać superciekawy tekst, bo deadline gonił.

Wtedy tekst pomagał zrozumieć otaczający nas świat. Nie było Internetu, więc tłumaczyli go między innymi dziennikarze. Na przykład mistrz Ryszard Kapuściński.

Dziś tekst zaciemnia świat wokół nas, gmatwa go i wprowadza chaos.

Wtedy najważniejszy był czytelnik. Dziś pieniądz.

Dobre i wyważone teksty publicystyczne oraz reportaże czytam w Polityce, Gazecie Wyborczej, Dużym Formacie, Wysokich Obcasach, coraz rzadziej w Twoim Stylu, ostatnio w Przekroju. Żałuję, że nie ma ich w prasie prawicowej, a także katolickiej (ale może za rzadko sięgam, choć właśnie z ww. powodów).

Ale nie należy mylić dobrego tekstu w papierowym wydaniu Gazety Wyborczej z tekstami na gazeta.pl – chyba, że są to płatne artykuły (tzw. paywall). W Internecie kwitnie gimbaza. Kwintesencją gimbalizmu są strony FB różnych tytułów, gdzie jest dobrze, jeśli pojawiają się jedynie zajawki tekstów. Gorzej, gdy stronę moderuje młody wilczek, który z dziennikarstwem ma tyle wspólnego, co jakaś pogodynka w TV, również dumnie nazywana „dziennikarką”.

Ale żeby nie było złudzeń, FB podobnie jak Google ma swoje „roboty” i one są najważniejsze – każdy lajk to większa popularność, większa popularność, to większa sprzedaż (czegokolwiek), większa sprzedaż, to większa kasa, większa kasa – wiadomo, cel osiągnięty, prezes może dostać premię. O błędach ortograficznych, stylistycznych i interpunkcyjnych nawet nie wspominam, dla pokolenia słowników w smartfonach przecinki nie istnieją, albo są złem koniecznym.

Dawniej bez dobrego redaktora, który z gniota potrafił zrobić wartościowy tekst, redakcja nie istniała. Teraz takich redaktorów wyrzuca się na bruk. Co tam, najwyżej internauci popsioczą na takiego dyletanta, który w tak zwanym międzyczasie skroi kilka kolejnych tekstów, jak nie przymierzając Remigiusz Mróz.

Dawniej ceniło się dziennikarzy, którzy, jak wcześniej wspomniałam, potrafili świat objaśniać. Ważne było oczytanie, kojarzenie faktów i zjawisk. Wybuch bomby w Kabulu – ok, ale chcę wiedzieć więcej: dlaczego?

Dzisiaj ważniejszy jest najgłupszy nawet filmik dodany do treści, bo za każde jego odtworzenie są realne pieniądze. W miejsce zwolnionych redaktorów przychodzi gimbaza, która potrafi nagrać ów filmik prosto z ręki. Czy filmik dotyczy wybuchu w Kabulu? Najczęściej nie, ale to i tak nie ma żadnego znaczenia.

Internetowe serwisy, nawet te poważne, dają taką papkę, że już nie wiem, czy to Stalin napisał Jadłonomię czy Rozenek prowadziła działania wojenne w Wilczym Szańcu. A sutek prześwitywał Stuhrowi czy może jednak Opole będzie w Kielcach. Co za różnica, zwłaszcza w dobie fake newsów.

I ta totalna medialna schizofrenia, której tak nie znoszę. Choćby informacja, która obiegła całą Polskę: w zoo w Borysewie lwy rozszarpały lwiątka. Zatroskane media pochyliły się nad ich losem oraz „przerażonych widzów zmuszonych” oglądać całą sytuację. No jak te lwy mogły – po czym spiker dodaje, że „film z tych przerażających” scen do obejrzenia na coś tam-coś tam 24.pl…

4-latek utopił się na basenie w Uniejowie – film z dryfującym ciałem chłopca dostępny na stronie…

Facet stoi na moście, chyba za chwilę skoczy do wody – film z tych strasznych chwil do obejrzenia…

Rotweiller zmasakrował twarz 6-latce – film do obejrzenia…

Matka zapakowała noworodka do beczki po kapuście – film do obejrzenia…

Jeśli nie będzie obrazu/filmiku tu, czytelnik przeniesie się gdzie indziej.

Telewizję ganię za upartyjnienie, a dziennikarzy tam pracujących za brak obiektywizmu. Taki Michał Rachoń (to jakaś zgroza!) czy Danuta Holecka nie powinni parać się dziennikarstwem w TV publicznej – bo jeśli przyjęłaby ich prywatna, to proszę bardzo. A tymczasem w Polsacie można posłuchać i pooglądać rzeczowych wywiadów prowadzonych przez Agnieszkę Gozdyrę, w TVN Bogdana Rymanowskiego (choć nie mogę mu wybaczyć, że do audycji o ustawie aborcyjnej zaprosił czterech facetów i żadnej kobiety!), w RMF Roberta Mazurka, który rzadko daje się zapędzić w kozi róg, podobnie jak Konrad Piasecki, obecnie w Radiu Zet. Wymieniam tylko dziennikarzy zajmujących się działką polityczną, ale tych lubię po prostu najbardziej.

Ale jeszcze bardziej od upartyjnienia i traktowania TV jak prywatny folwark doskwiera mi fakt, że newsy z zagranicy są podawane jedynie z kilku państw. TV, za którą płacę ciężko zarobione pieniądze, woli pokazać, że we Francji spadł właśnie śnieg, a w Niemczech pali się stodoła (autentyczne!), niż przybliżyć, co wydarzyło się np. w Czechach, na Słowacji, w Rumunii czy Chorwacji. Tam też żyją ludzie i też dzieją się przeciekawe rzeczy, o których próżno poczytać gdziekolwiek.

dziiii

Prasa, również ta naprawdę dobra, bo robiona przez dobrych dziennikarzy i jeszcze lepszych redaktorów, upada. Są jeszcze osoby, które nie wyobrażają sobie porannej kawy bez szelestu kartek i zapachu farby drukarskiej, bez zapoznania się z felietonem ulubionego autora, bez wczytania się w teksty publicystyczne. Coraz większej liczbie ludzi wystarcza jednak kilka klików w smartfona między jednym a drugim haustem tejże kawy (na trzeci nie ma już czasu). A potem wypisują bzdury pod różnymi tekstami w Internecie, bo nie mają wiedzy w danym temacie. Nie zadali sobie żadnego trudu, by go zgłębić.

A my, dziennikarze, dla takich właśnie osób musimy pisać nasze teksty. I kręcić filmiki. Może niedługo będziemy pisać pismem obrazkowym? Niewykluczone.

Prasa upada, bo dla czytelników przestaje być atrakcyjna. Cokolwiek by się nie wymyśliło, i tak TV czy Internet będą ciekawsze, bo szybsze, dynamiczniejsze, bardziej kreatywne, mające morze możliwości w porównaniu z gazetą.

Prasa upada, bo przestaje się opłacać utrzymywać dziennikarzy, którzy ją tworzą. Zwłaszcza tych dobrych. Zamiast jednego dobrego lepiej zatrudnić trzech młodych, którzy kręcą filmiki i wrzucają do Internetu. A jeśli nawet piszą teksty, to tak powierzchowne, że nie wiadomo, jak to czytać. Ale to są nasi następcy i to oni za chwilę będą redaktorami naczelnymi.

Prasa upada, bo gazetami rządzą księgowi, dla których najważniejszy jest Excel. Tam musi się wszystko zgadzać. Dla nich gazeta to jak fabryka produkująca papierowe kubki.

Prasa upada, bo do redakcji, zwłaszcza w TV czy większych gazet, idzie się po znajomości, a nie dlatego, że jest się dobrym dziennikarzem.

Prasa upada, bo każdy dziennikarz ma kredyt, z powodu którego zaciska zęby i wykonuje durne polecenia zamiast się im przeciwstawić. To zresztą dotyczy nie tylko dziennikarzy.

Tak to jest, gdy społeczeństwo zamienia być na mieć i zaraża się grypą dobrobytu. Uważam, że to jest właśnie sedno upadku mediów, a także wielu innych dziedzin życia w Polsce.

MOJE WPISY DOTYCZĄCE DZIENNIKARSTWA MOŻNA POCZYTAĆ TEŻ TUTAJ

Skończę dziennikarstwo i zostanę gwiazdą TVN

http://nonsensorka70.blog.pl/2013/04/19/kazdy-chce-byc-dziennikarzem/

W łóżku z panem Jackiem

http://nonsensorka70.blog.pl/tag/bal-dziennikarza/

Anna Mucha się porzygała

http://nonsensorka70.blog.pl/2014/07/12/anna-mucha-sie-porzygala/