nonsensorka

blog Agnieszki Kubik (pierwszy wpis w lipcu 2012 roku)

Wpisy w kategorii: alergia

Czy zwierzak może wyleczyć z alergii? Lekarze twierdzą, że nie – wręcz przeciwnie. W moim domu stało się inaczej. Co na to amerykańscy naukowcy?

Syn urodził się z alergią. W rodzinie zero takich osób, a więc zero doświadczeń. Szczęśliwe babcie podłożyły dzidziusiowi podusię z pierza, a ja przez następne dwa lata codziennie znajdowałam ją rano we krwi. Krew leciała dziecku z nosa ciągle. Nie zliczę, ile wydałam na lekarzy.

W końcu znalazł się jakiś mądry, który orzekł krótko: alergia. Na pierze, pyłki każdego rodzaju, sierść zwierząt, ale głównie na roztocze. Prałam więc bądź mroziłam zabawki, sprzątałam „na mokro”, spryskiwałam kanapy, łóżka, dywaniki antyalergicznymi płynami w aerozolu, a małemu podawałam leki i ciągle coś tam psiukałam mu do nosa.

O czym piszę, wie każda mama alergicznego dziecka.

Lekarze podkreślali: zero zwierząt w domu.

Córka, bez alergii, od małego chciała być weterynarzem. Pluszaki spały pod kroplówkami, inne miały przeprowadzane operacje na otwartym brzuchu, a gdy na dworze lało, mała przytulała się do przybłęd na podwórku, by im nie było zimno i smutno.

Gdy rybki i ślimaki przestały jej do szczęścia wystarczać, przyniosła do domu chomika. Mamy, uwaga! Tak to się zwykle zaczyna!

Jak tu wyrzucić chomika z domu? Po paru tygodniach chomików było już kilkanaście, bo przyniesiony okaz okazał się chomiczką w ciąży.

W tym czasie syn był odczulany na roztocze. Pani doktor za każdym razem podkreślała: mam nadzieję, że w domu nie ma zwierząt. Kłamałam. Za którymś razem z synem do lekarza poszła moja mama, a że jej się buzia nie zamyka, „wymsknęło” jej się, że jest inaczej.

Dostałam od lekarki burę („nigdy się nie godziłam, by mój syn alergik miał psa, i jak się ode mnie wyprowadził, to pierwsze co zrobił, to kupił wielkiego owczarka – mówiła mi, gdy siedziałam u niej i ze wstydu nie wiedziałam, gdzie oczy podziać – ale to już był dorosły człowiek i nie miałam wpływu na jego wybory. Póki dziecko jest małe, to rodzic bierze za dziecko odpowiedzialność!”), a chomiki powędrowały do babci na strych, za to, że miała długi język.

Po dwóch latach odczulanie dobiegło końca. Z alergią na kurz było lepiej (nie musieliśmy już wychodzić po godzinie z imprezy, bo pani domu nie starła kurzy), ale pylenie drzew i traw dalej było makabrą.

I wtedy w naszym domu pojawił się pies. Zgodziłam się na to w chwili słabości. Córka, po trzech latach próśb, wiedziała, jak mnie podejść…

Jack russel terrier został przywieziony w styczniu, a już w lutym mój alergiczny 14-latek, który generalnie nie chorował, zapadł na zapalenie gardła i uszu. Antybiotyk. Potem chorował z częstotliwością raz na dwa miesiące.

W październiku, przerażona co najlepszego zrobiłam, szukałam w myślach kogoś, komu oddalibyśmy naszego ukochanego psiaka – padło na wujostwo z domkiem w lesie, którzy o podarunku nie mieli pojęcia.

Ale już zimą syn nie chorował, a wiosną – o dziwo – po raz pierwszy nie miał tak silnych jak zwykle objawów alergii. Przyszło lato z pyleniem traw – nie było problemu.To było rok temu. Pomyślałam, że to może przypadek.

Teraz znów mamy piękną wiosnę, a leki mojego syna, w tym wszystkie aerozole do nosa, w ogóle nie są przydatne. Nie powiem, że jest idealnie, ale nie muszę mu podawać zyrteców i innych świństw, by normalnie funkcjonował.

A może to nie od psa – czasem myślę? Może w okresie dojrzewania alergia przycicha, by wrócić za kilka-kilkanaście lat, ze zdwojoną siłą, na przykład w postaci astmy?

Nie wiem, nie znam się. Opisuję tylko to, co widzę. A widzę, że od dwóch lat, odkąd mamy psa w domu, mój syn normalnie oddycha. Mimo, że według testów jest uczulony na sierść psa.

 

Miłośnicy zwierząt proszą o pomoc:


http://www.napelnijmiche.pl/

 

Naszym dzieciom chcielibyśmy nieba przychylić, tyle, że nie zawsze jest to niebo, a jedynie nasze wyobrażenie o nim.

Codziennie kąpiemy więc nasze dzieci w różowych wanienkach z dodatkiem ,,specjalnego’’ płynu o odpowiednim pH, maścimy je później rozkosznymi olejkami, pupcie smarujemy pachnącymi kremikami, a uszka czyścimy specjalnymi wacikami. Owijamy w sterylne pampersy, zakładamy świeże pidżamki i wkładamy do czyściutkich łóżeczek. Do jedzenia dajemy najlepsze, naszym zdaniem, jogurciki, serki, danonki i monte, a także świeże bułeczki, soczki i musujące witaminy. Nie pozwalamy się im stykać ze zwierzętami, a zabawa w przyblokowych piaskownicach, tych siedliskach zarazków i bakterii, jawi nam się koszmarnym snem. Szorujemy zabawki, myjemy im co chwila rączki i szybko wyrzucamy do kosza ciasteczko, które upadnie na podłogę. Odkurzamy mieszkania, ścieramy kurze z półek, trzepiemy kolekcje pluszowatych, wietrzymy pokoje oraz pościel na balkonie. A potem okazuje się, że nasze dziecko jest…alergikiem. –Skąd alergia? – pytamy retorycznie pana w białym kitlu. – Przecież nikt w rodzinie nie jest uczuleniowcem .

- Ano właśnie stąd: zbyt sterylne warunki oraz niewłaściwe odżywianie – tłumaczy nam doktor, który jako pierwszy, po wielu innych, poznał się na dolegliwościach naszego dziecka.

Lekarz pracuje w Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu i spotyka się z wieloma nietypowymi przypadkami. Na przykład takimi, że coraz częściej chłopcom sączy się mleko z sutków, mocz oddają z krwią albo cierpią na dziwne bóle brzuszków. Okazuje się, że mają za dużo żeńskiego hormonu – estrogenu. Skąd estrogen w ich organizmach? Światowe i znane nam skądinąd koncerny produkujące nabiał dodają go do pasz, by krowy były bardziej mleczne… Poza tym czego jeszcze nie ma w ich popularnych produktach: środki grzybobójcze, różne ulepszaczy, poprawiacze i konserwanty – nawet, jeśli zaznaczają, że ich nie ma. Lepiej więc – radził nam doktor – kupować produkty z mniejszych mleczarni, z przysłowiowej Koziej Wólki czy swojskich Skierniewic, bo te nie mają pieniędzy (i dobrych prawników) na stosowanie tylu ,,wspaniałości’’. A dzieciom podawać proste jedzenie: ziemniaki, kaszę, ryż, mleko, mięso (wątróbkę!), warzywa. Na pewno nie zaszkodzi.

Nie przesadzać z czystością –tłumaczył też doktor -  jakoś tak się składa, że alergicy wywodzą się z zamożniejszych warstw, a nie uświadczy się ich u biednych Cyganów. Zbyt częste kąpiele zmywają naturalną barierę ochronną przed bakteriami i zarazkami. Dziecku powinno się tylko umyć buzię, ręce, zęby i pupę, a ,,nawet jak się go położy nie umytego, to tylko wyjdzie mu to na zdrowie’’. Podczas zabawy pozwolić mu się ubrudzić, wszak nie od dziś wiadomo, że dziecko jest albo czyste, albo szczęśliwe. Pozwalać na zabawę ze zwierzętami, z innymi, nawet podziębionymi dziećmi, oraz nie przesadzać z codziennymi porządkami, zwłaszcza z zastosowaniem chemicznych środków czystości. Ale uwaga – jak najczęściej wietrzyć mieszkanie oraz pościel (nie z pierza!), spać przy lekko uchylonym lufciku, wychodzić z dzieciakami na dwór przy każdej pogodzie. Słowem: nic nowego pod słońcem, powrót do natury.

Dopiero jednak lekarz właściwie postawioną diagnozą przekonał mnie o czymś,  o czym moja babcia gderała mi codziennie: że ,,za jej czasów nikt tak się dziećmi nie przejmował, a mimo to nie chorowały i rosły jak te dęby’’. Babcie znowu mają rację.


  • RSS